Foto: Maria Leżańska
O ŻYCIU POZA SCENĄ
Z pewnością wielu z nas Hannę Wietrzny bardziej pamięta z jej sukcesów scenicznych niż z twórczości literackiej. Do dzisiaj nie zapomnę jej roli Ali w słynnym premierowym wystawieniu „Tanga” Sławomira Mrożka na scenie Starego Teatru w reżyserii Jerzego Jarockiego, gdzie wystąpiła wraz z Janem Nowickim, Jerzym Bińczyckim, Kazimierzem Fabisiakiem. Sukcesy odnosiła też w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie, w teatrach Tarnowa i Katowic. Tymczasem Hanna Wietrzny jest też bardzo sprawną pisarką, obserwującą świat od czasów młodości i zapisującą wszystko bardzo skrupulatnie w swoim dzienniku, z godziną, dniem, rokiem, nazwiskami. Wydała siedem tomików poezji, dwa tomy opowiadań, kilka scenariuszy filmowych, monodramów i sztuk teatralnych. W ostatnich latach jej najważniejszym dziełem jest trylogia, którą łączy słowo „Clown”. Pierwsza część to były „Narodziny Clowna”, druga „Wspomnienia Clowna”. We wtorek, 26 maja, Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich i Klub „Pod Gruszką” zaprosiły na prezentację ostatniego tomu tej trylogii „Odchodzenie Clowna”. Spotkanie prowadziła Anna Pituch-Noworolska.
Trzeci tom trylogii zaczyna się od wzruszającego opisu spotkania autorki z jej ojcem Eugeniuszem, który po dwudziestu latach pobytu na emigracji w Stanach Zjednoczonych postanowił powrócić do kraju. Tyle lat oczekiwania, tyle spraw do wyjaśnienia, czasem bardzo trudnych, również po jego powrocie. W tym tomie znalazło się też sporo opowiadań i relacji dotyczących ostatnich lat, zmian obyczajowych i politycznych.
W dalszym ciągu spotkania rozmowa Anny Pituch-Noworolskiej z Hanną Wietrzny dotyczyła literatury wspomnieniowej – co pokazać publicznie na temat swojego życia, czego nie pisać i czy pisanie o sobie i swojej rodzinie jest dla czytelników interesujące? Obydwie panie zgodziły się w tym temacie. Literatura dokumentująca nasze czasy jest bardzo ważna i potrzebna. Nawet opowiadanie „Facebook”, kończące tę trylogię, gdzie autorka opisuje jak do grona znajomych na jej stronie Facebooka przyjęła nijakiego Joe HC, który wyraził zainteresowanie jej osobą i poprosił o kilka zdjęć. Niczego złego nie przewidując, wysłała mu te z czasów, gdy występowała w teatrach, a on przysłał fotografię w żołnierskim mundurze, z szarfą na piersiach „amerykański bohater” i podał, że pracuje w Południowoafrykańskim Instytucie Stali. Z wielkim trudem udało się jej uwolnić od znajomości z amerykańskim bohaterem. Ale samo przyznanie się w książce do takich przygód, dobrze świadczy o odwadze autorki.
Leszek Konarski




