Promocja tomu poetyckiego Pawła Szeligi „Burza świecy nie pokona”, Klub Dziennikarzy Pod Gruszką, 27 października, godz. 17.00

6 wrz


Foto: Maria Leżańska


BURZA I MOC ŚWIECY
W ramach spotkań literackich organizowanych cyklicznie w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” przez Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich 27 października gościliśmy Pawła Szeligę, poetę, prozaika i wieloletniego dziennikarza „Dziennika Polskiego” i „Gazety Krakowskiej”. Wieczór autorski Pawła Szeligi związany był z prezentacją jego nowego tomu poetyckiego „Burza świecy nie pokona”.
Autor opublikował wcześniej kilka książek poetyckich: „Umieram każdej nocy”, „Rzeźnia poetów”, „Przez mleczną drogę” oraz zbiorów opowiadań: „Im noc ciemniejsza” i „Śpiew kalekiego ptaka”. Jest również autorem humoresek i skeczy scenicznych „Na wariackich papierach” a także mikropowieści „Budzenie opowieści”.
W trakcie rozmowy prowadząca spotkanie, Danuta Sułkowska, skupiła uwagę publiczności i internautów na wierszach z promowanego tomiku. Książka została wydana po osiemnastu latach milczenia poetyckiego. Prowadząca dociekała, czy w tym przypadku to dziennikarstwo osłabiło impulsy do uprawiania literatury pięknej. Z odpowiedzi Autora wynikało, że było raczej inspiracją do powstawania utworów prozatorskich. Na przykładzie dwóch tekstów „Modlitwy matki” i” Kolorowe chusty lasu” pojawiły się pytania o motywacje, odniesienia i sugestie do sytuacji, które przyczyniły się do powstania konkretnych wierszy. W refleksjach o mijającym czasie miejsce do omówienia znalazły wiersze „Maratończyk”, „Przeprowadzka” czy „Jak wiozłem go na śmierć”. Autor przeczytał jeszcze kilka wierszy, w tym jeden z ulubionych” Wyszły na popas konie w Gładyszowie”.
Wiersz tytułowy, który wybrzmiał w interpretacji Danuty Sułkowskiej, stał się asumptem do dyskusji na temat recenzji Andrzeja Dębkowskiego „Światło, które nie poddaje się burzy”, dotyczącej książki bohatera wieczoru. Prowadząca przybliżyła krótki fragment tej wypowiedzi, a ja pozwolę sobie zacytować, wyimek z tekstu.
„Już sam tytuł „Burza świecy nie pokona” można potraktować jako klucz do całego tomu, ponieważ zawiera w sobie najważniejszą zasadę tej poezji: żywioł może być potężniejszy od człowieka, może łamać drzewa, rozcinać niebo błyskawicami, wdzierać się w dom, odbierać ludzi, rozdzierać związki, niszczyć poczucie bezpieczeństwa i prowadzić człowieka ku doświadczeniom, wobec których pozostaje bezbronny, ale istnieje w nim coś, czego nie można łatwo zniszczyć. Świeca jest tutaj czymś znacznie większym niż przedmiotem religijnym czy elementem dziecięcego wspomnienia. Jest znakiem trwania, obecności, pamięci i ludzkiej potrzeby, by nawet wobec największego chaosu ocalić choćby najmniejszy punkt światła. Burza jest zewnętrzna i wewnętrzna zarazem, świeca zaś należy do tego, co najbardziej intymne, co człowiek przechowuje w sobie i czym może ogrzać własną pamięć wtedy, gdy świat wokół niego staje się zimny”.
W rozmowę z Autorem aktywnie włączyła się publiczność, ciekawa, jakie cechy trzeba mieć, żeby być poetą i jak je w sobie pielęgnować. Była też wypowiedź o umiejętności „widzenia inaczej”, tak potrzebnej w twórczości poetyckiej. Paweł Szeliga skomentował je, twierdząc, że nie ma poezji bez wrażliwości, bez odbierania świata jako czegoś fascynującego.
I właśnie fascynacją nad „niezwykłą pod każdym względem” książką podsumowaliśmy to wydarzenie. Prowadząca prezentację tomiku odczytała fragmenty posłowia swojego autorstwa „Moc jest z nami”, w którym dowodzi, że w poezji Pawła Szeligi jest ogrom treści: emocji, przemyśleń i konkluzji. Danuta Sułkowska wyraziła nadzieję, że czytelnik pokusi się o własną interpretację wierszy, co będzie interesującą przygodą z piękną, mądrą twórczością autora tomu „Burza świecy nie pokona.”
Grażyna Potoczek

Promocja książki Juliusza Wątroby „Spóźniony pospieszny”, Klub Dziennikarzy Pod Gruszką, 13 października, godz. 17.00

6 wrz


Foto: Anna Pituch-Noworolska

Foto: Artur Sędzielarz


POCIĄG DO…
 
Każdy z nas podróżował pociągiem – kiedyś, dawno jeszcze z lokomotywą wypuszczającą kłęby białego lub czarnego dymu. Dziś to już inaczej wygląda, inny czas, inne pociągi, ale… Pozostaje podróż – przemieszczanie się w czasie z miejsca do miejsca i spotykanie podróżnych. Można podróż nawet daleką spędzić z książką, oglądać krajobraz, ale można też spojrzeć na współpasażerów. Zanotować ich nastrój, zachowanie i rozpocząć rozmowę. Długa podróż to wspaniała okazja na swobodną rozmowę z nieznajomymi. Czasami ta rozmowa to prawie opowieść o własnym życiu, czasami to tylko delikatne wspomnienia, ale zawsze coś w tych rozmowach się dzieje. Spotkanie nieznajomych wyzwala chęć mówienia, opowiadania choćby dlatego, że na docelowej stacji wysiadamy i na tym spotkanie się kończy.
Wczoraj w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” podróżowaliśmy z Juliuszem Wątrobą i jego najnowszą książką „Spóźniony pospieszmy”. Spotkanie prowadziła Danuta Sułkowska, która we wstępie powiedziała, że jest to podróż wielotorowa. I to już był sygnał, że rzecz jest ciekawa. Juliusz Wątroba pisze nie tylko piękne i mądre wiersze, ale również jest satyrykiem, występuje w kabaretach, pisze scenariusze. Na pytanie jak można równocześnie być lirykiem, poetą i satyrykiem, odpowiedział, że to właśnie pozwala mu tworzyć, bo ma dwa skrzydła, które go unoszą. Opowiadał o scenicznym scenariuszu opartym na tej książce i spektaklach w teatrze, na których widzowie zapełniali miejsca do ostatniego, a on sam występował, odtwarzając postać męskiego bohatera. Obydwoje – prowadząca i autor czytali wybrane fragmenty książki. Słuchaliśmy krótkich, celnych opisów ludzi, dialogów pełnych lekkiego humoru, który wywoływał niewymuszony uśmiech z opisanych sytuacji. Autor zarzekał się, że opisane sytuacje się zdarzyły choć w opisach zostały nieco przetworzone, aby nie były wprost rozpoznawalne. Czytelnik dostaje książkę, w której więcej jest opisów rzeczywistości niż czystej wyobraźni i fantazji autora. To wskazuje na jego wrażliwość, umiejętność obserwacji a potem dobre pióro do opisu tego, co zauważył. W chwili wolnej dla słuchaczy zastanawialiśmy się, dlaczego tak łatwo zwierzamy się obcym a milczymy wśród znanych nam osób. Podróż zgodnie z tytułem miała być „spóźniona” – nie była spóźniona była ciekawa i pełna humoru.
Anna Pituch-Noworolska

Promocja tomu poetyckiego Danuty Perier-Berskiej „między wcieleniami”, Klub Dziennikarzy Pod Gruszką, 22 września, godz. 18.00

18 sie


Foto: Maria Leżańska


KOBIECY WIECZÓR Z POEZJĄ
Na podium w sali Fontany Klubu Dziennikarzy Pod Gruszką wczoraj wieczorem pojawiły się tylko kobiety – autorka nowego tomiku poezji Danuta Perier-Berska i prowadząca spotkanie Lucyna Bełtowska oraz Niezależna Grupa Teatralna „Porfirion”, czyli kolejne 3 kobiety. Spotkanie otwarła pani Grażyna Potoczek. Sala była pełna do ostatniego miejsca.
Nowy tomik autorki ma tytuł: „między wcieleniami” i piękną lśniąca okładkę. Ozdobą okładki jest nietypowa mandala z symetrycznymi kręgami utworzona z rozbitych kawałków porcelanowych filiżanek zamiast malowanej lub tradycyjnej z kolorowego piasku. Z tych samych fragmentów filiżanek są w książce dwie „układanki” – jedna to sylwetka filiżanki a druga sylwetka ptaka. Są ozdobą stron tytułowych rozdziałów, na które podzielony jest tomik.
Panie zaczęły wieczór od rozmowy. I w tej rozmowie pojawiło się pytanie do autorki o jej ocenę poezji. I tu usłyszeliśmy, że według autorki jest poezja kobieca i męska. Prowadząca miała odmienne zdanie, twierdząc, że jest poezja dobra lub zła bez względu, kto trzyma w dłoni pióro. Nie zmieniło to miłej atmosfery i wieczór potoczył się dalej. Czytanie wierszy przez autorkę i prowadzącą rozpoczął wiersz tytułowy „Między wcieleniami”
Kim byłam między wcieleniami
Pisząca na skórze skał
Zielarką
Wiedźmą spaloną na stosie
Strażniczką dawnych wierzeń
A może florystką
Układającą słowa
W bukiety
To ciekawy wiersz, bo w przenośniach pokazuje, jak wiele w naszym życiu jest ról – właśnie owych wcieleń, które spełniamy zależnie od sytuacji życiowej, potrzeby czy konieczności. Wieczór miał piękną oprawę muzyczną poezji śpiewanej. Twórcą muzyki jest pani Grażyna Łapuszek, a słowa oczywiście Danuty Perier-Berskiej. Panie współpracują od ponad 20 lat, a efekty ich współpracy to koncerty promujące poezję śpiewaną. W tym wieczorze usłyszeliśmy m.in. piosenkę i melorecytacje przypominające pobyty autorki w Paryżu – to w ramach wspomnień. W książce „między wcieleniami” drugi rozdział „Muzyka spadających liści” to właśnie część wspomnieniowa i bardziej osobista.  Zacytuję jeden z wierszy.
Zapadam się po
Kostki
Kolana
Pas
Moja twarz
Jak jesienny liść
Jak wiekowe drzewo
Na końcu drogi
Kurczowo trzymam się gałęzi
Powtarzając jak mantrę –
Jeszcze
Mogę oddychać
Uśmiechać się
Pisać wiersze
Jeszcze
Mogę marzyć
I tym stwierdzeniem „mogę marzyć” chciałabym zakończyć swoją refleksję o wieczorze kobiecej, zdecydowanie kobiecej poezji w Klubie Dziennikarzy Pod Gruszką.
Anna Pituch-Noworolska