
IGNACY STANISŁAW FIUT
Filozof, krytyk literacki, poeta. Studiował biologię i filozofię w Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie; prof. dr. hab.
Pracownik naukowy w Instytucie Nauk Społecznych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (od 1975). Pozostał pracownikiem AGH aż do emerytury, pełniąc kierownicze stanowiska (kierownik Zakładu Filozofii w Wydziale Nauk Społecznych Stosowanych AGH, Katedry Kulturoznawstwa i Filozofii na Wydziale Humanistycznym AGH, a następnie kierownika Pracowni Filozofii i Komunikologii). Kierował Pracownią Analizy Zawartości Prasy w Ośrodku Badań Prasoznawczych UJ.
Był twórcą i redaktorem gazety literackiej „Magdalenka Literacka” wychodzącej w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie, nadto publikował m. in. w „Magazynie Kulturalnym, „Miesięczniku Literackim”, „Piśmie Literacko-Artystycznym”, „Metaforze”, „Końcu Wieku” i w „Okolicach Poetów”. Był członkiem redakcji kwartalnika „Forum Myśli Wolnej Krakowski Magazyn Racjonalistów”. Od 2005 r. zastępca redaktora naczelnego tego pisma. Wchodził w skład redakcji „Zeszytów Prasoznawczych” i czasopisma filozoficznego „Nowa Krytyka”. Współpracował z prasą lokalną min. z „Gazetą Nowosądecką”, „Kurierem Starosądeckim”, „Znad Popradu”, „Almanachem Sądeckim”, „Almanachem Limanowskim”. Członek zespołu redakcyjnego miesięcznika „Gazeta Kulturalna” (od 2008), oraz kwartalnika „Hybryda” (od 2009).
Jest redaktorem i autorem posłowi do wielu tomików wierszy, napisał kilkadziesiąt recenzji książek poetyckich.
Od czasu studiów uczestniczył w studenckich grupach poetyckich „Tylicz” i „Wprost”. Członek Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno-Literackiego w Krakowie. Odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Autor tomów poetyckich „Próba zapytywania” 1989, „Prawo natury” 1991, „Zoologia rozumu” 1993, „Logika serca” 1996, „Wyznania różowej pantery” 1999, „Czas na egzorcystę” 2004, „Polisemia piękna” 2009, „Moja Samotrake. wybór wierszy” 2011, „Moje sny i inne wiersze” 2014, „Pegazowi prosto w oczy” 2018, „Dusze” 2019, „Tylko nie czytaj tego nikomu 2013”
Napisał eseje i opracowania literacko-krytyczne: „Człowiek według Alberta Camusa. 1993, „Światy poetów” 1996, „Kulturowa tożsamość poetów” 2008, „Tożsamość świata poetów” 2014, „Współczesne transformacje medialne” 2015
Autor 10 książek z dziedziny filozofii i nauki o komunikowaniu. Pod jego redakcją ukazało się 12 prac zbiorowych głównie z serii „Idee i Myśliciele”. Ponad 400 naukowych publikacji prasowych.
Kraków, 25 lutego 2026 roku, Cmentarz Parafialny – Prądnik Biały
Pogrzeb Profesora IGNACEGO STANISŁAWA FIUTA
Foto: Robert Marcinkowski
SŁOWO O PROFESORZE
W codziennym zabieganiu nie mamy wielu okazji, a nawet chęci, aby powiedzieć ludziom, z którymi się stykamy, jak bardzo są dla nas ważni. Ale są chwile, takie jak ta, że chcemy to uczynić. I w tej właśnie chwili – my członkowie Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich pragniemy złożyć hołd ŚP Profesorowi Ignacemu Stanisławowi Fiutowi.
Należał do ZLP od 1991 roku. Był naszym wspaniałym kolegą, przyjacielem i mistrzem. Zawsze życzliwy, serdeczny i chętny do pomocy.
Wspierał nas w publikacji książek. Był ich redaktorem i recenzentem. Pisał posłowia i wstępy do nich. Promował nas w prasie literackiej i innej. Napisał kilkaset recenzji książek, w tym wielu członków naszego Oddziału oraz poetów Sądecczyzny, z której się wywodził i której zawsze czuł się synem i obywatelem. Pisał rekomendacje dla autorów starających się o przyjęcie do ZLP, aby łatwiej przeszli przez surowe sito Komisji Kwalifikacyjnej.
Przygotowywał i prowadził spotkania autorskie, promocje książek i różnorodne wydarzenia literackie. Spotykaliśmy się na nich. Często nosił kapelusz, stąd mówiliśmy o nim z sympatią i szacunkiem – „filozof w kapeluszu”.
Jest autorem kilkudziesięciu książek naukowych, krytycznoliterackich i poetyckich oraz setek artykułów prasowych. Publikacje te to ogrom wiedzy, a także niezwykła wrażliwość na sprawy współczesnego świata i egzystencję ludzi w nim bytujących.
W poezji Ignacego Stanisława Fiuta bardzo mocno obecny jest Kraków. Wiele w nich zabytkowych miejsc i ważnych wydarzeń dziejących się w jego ukochanym mieście.
W jego wierszach słychać też huk halnego i szum ryterskiego wiatru oraz plusk fal Dunajca i Popradu. Pojawiają się urokliwe uliczki Starego Sącza i pejzaże wsi Mostki, gdzie jest jego rodzinny dom.
Te i inne obrazy są najczęściej punktem wyjścia do snucia refleksji na temat sytuacji w kraju i na świecie oraz ludzkich problemów, postaw, zachowań i poglądów. Cechuje je ogromna przenikliwość i to charakterystyczne filozoficzne spojrzenie na zagadnienie. Spojrzenie mędrca.
Czcigodny Profesorze, Kolego, Przyjacielu i Mistrzu! Drogi Ignacy!
Nie mówimy dziś: „Żegnaj”. Mówimy: „Do zobaczenia”. Pozostaniesz w naszych sercach i pamięci. Będziemy czytać Twoje wiersze i snuć opowieści o naszych wspólnych chwilach. W tegorocznym Almanachu Krakowskiej Nocy Poetów opublikujemy Twoje wiersze. Jak zawsze. Bo pamiętamy o kolegach, którzy odeszli już na drugą stronę tęczy. I w czerwcowy wieczór, podczas Nocy Poetów znów usłyszymy Twoje słowa zapisane na kartach książek.
Słowo ma wielką moc. Obecność w słowie to obecność cząstki duszy, a spotkanie z nim jest jak dotyk dłoni bliskiej osoby.
Tekst wygłoszony podczas pogrzebu przez Danutę Sukowską
WSPOMNIENIA I DEDYKACJE
Anna Pituch-Noworolska
Spacer
Mieliśmy te same drogi i szlaki
Mijaliśmy te same drzewa w liściach i w śniegu
Choć nigdy nie szliśmy razem
Teraz
W pochmurnym dniu
Ta sama droga i drzewa
Bardziej zamyślone, skupione i czujne
Bo tylko moje czują kroki.
Danuta Sułkowska
Sen o starosądeckim spacerze
Profesorowi Ignacemu S. Fiutowi
Wspinam się stromą uliczką
pod klasztorną basztę
wędruję koło przedwiecznego muru
Kawki przerywają moje rozmyślania o tym
co minęło
a nie minęło
Kłócą się o mieszkania w otworach
strzelniczych Spór rozstrzygnie bitwa
Polecą czarne pióra do zapisywania
wierszy na jesiennych liściach
Zawracam pod wieżą bramną
Spieszę w stronę rynku
Obok mnie sunie długi zawadiacki cień
na krzywych łapach
Idziemy
na spotkanie z Poetą
On już czeka w naszej kawiarni
pod plastikowym dachem
prześwietlonym
zielonym słońcem
Stary Sącz, grudzień 2014
Andrzej Dębkowski
WRASTANIE W ŚWIATŁO. POŻEGNANIE IGNACEGO
19 lutego 2026 roku odszedł prof. Ignacy S. Fiut.
Piszę te słowa z niedowierzaniem, jakby język miał się zbuntować przeciwko faktowi, który już się wydarzył. Bo jak napisać, że odszedł ktoś, kto był obecnością? Kto był głosem, śmiechem, ironią, ciepłem dłoni na ramieniu, niespodziewanym telefonem z pytaniem: „Przyjeżdżaj częściej, pogadamy”? Jak napisać, że nie zadzwoni, nie przyśle maszynopisu, nie zapyta z udawaną powagą, czy jednak nie zdecyduję się zrobić u niego doktoratu?
Ignacy Stanisław Fiut urodził się 12 listopada 1949 roku w Nowym Sączu. Poeta, krytyk literatury, prasoznawca, profesor filozofii w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie od 1997 roku. Ukończył biologię, a potem filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Doktorat w 1984 roku, habilitacja w 1996. Pracę na AGH rozpoczął w 1975 roku, był kierownikiem Zakładu Filozofii. Członek Stowarzyszenia Twórczego Polart, członek redakcji i Rady Naukowej „Hybrydy”, od 1990 roku należał do Związku Literatów Polskich Oddział w Krakowie.
To są fakty. Daty. Funkcje. Tytuły. Można je zapisać, uporządkować, oprawić w ramy życiorysu.
Ale Ignacy nie mieścił się w ramach.
Poznałem go trzydzieści lat temu w Starym Sączu, na jego rodzinnej ziemi. To było spotkanie, które od razu miało w sobie coś z powrotu, choć przecież dopiero się poznawaliśmy. Oprowadzał mnie po mieście z pasją przewodnika i czułością syna. Każdy zaułek miał swoją historię, każda kamienica – wspomnienie, każda ścieżka – ślad dzieciństwa. Mówił o tej ziemi jak o kimś bliskim. Nie jak o miejscu, lecz jak o istocie, która go wychowała, ukształtowała, nauczyła milczenia i mowy.
Ziemia Sądecka była jego pierwszą i ostatnią nauczycielką. Wrastał w nią jak drzewo, którego korzenie są głębsze niż widać. Nawet kiedy mieszkał w Krakowie, nawet kiedy prowadził zajęcia, pisał recenzje, publikował książki, zawsze był trochę tam – na Ziemi Sądeckiej, przy matce, przy wspomnieniu domu, przy zapachu rzeki i wilgotnej ziemi. Mówił o swojej starowince-matce z czułością, która rozbrajała jego ironiczny ton. W tych chwilach widać było, że pod maską ciętego języka kryje się chłopiec, który nigdy nie przestał kochać miejsca, z którego wyszedł.
Spotykaliśmy się często. W Sączu – Starym i Nowym – w Krakowie – w Pod Gruszką, Pod Jaszczurami, na ulicach, w kawiarniach, w bibliotekach. W Warszawie, w Poznaniu. Zawsze gdzieś pomiędzy rozmową a śmiechem. Ostatni raz widzieliśmy się podczas wspólnego udziału w sesji naukowej w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pamiętam światło wpadające przez wysokie okna i jego skupioną twarz, gdy mówił – jak zawsze jasno, precyzyjnie, z charakterystycznym błyskiem ironii w oku. Nie przypuszczałem wtedy, że to będzie nasze ostatnie spotkanie twarzą w twarz.
Ignacy miał dar rozmowy. Nie był to zwykły dialog. To była intelektualna przygoda. Potrafił z jednego zdania wyprowadzić cały esej, z jednego żartu – filozoficzną refleksję, z jednej anegdoty – diagnozę epoki.
Kochałem nasze dyskusje o literaturze, o mediach, o kondycji człowieka w świecie, który coraz szybciej tracił sens. Był prasoznawcą, ale patrzył na media jak na zwierciadło duszy zbiorowej. Analizował je z precyzją biologa i wrażliwością poety. Miał w sobie oba te światy: ścisłość i metaforę. To rzadkie połączenie.
Zawsze dziwił się, dlaczego nie chcę robić u niego doktoratu. Pytał z przekąsem, z lekkim wyrzutem, z uśmiechem, który mówił: „Wiesz, że byłoby warto”. A ja, trochę z przekory, trochę z lęku przed odpowiedzialnością, odmawiałem. Dziś myślę o tym z czułością. Może powinienem był przyjąć to zaproszenie? Może byłby to jeszcze jeden wspólny rozdział? A może właśnie ta nasza relacja – wolna od formalnych zależności – była piękna dlatego, że była czystą przyjaźnią, rozmową bez hierarchii.
Ignacy miał niesamowite poczucie humoru. Cięty język, który potrafił zranić, ale nigdy nie był okrutny. Ironia była jego tarczą i jego zabawką. Śmiał się ze świata, z instytucji, z literackich mód, z akademickich póz. Ale potrafił też śmiać się z siebie. Mówił o swoich słabościach z taką swobodą, jakby opowiadał anegdotę o kimś obcym. Ten dystans do siebie był oznaką wielkości. Wielu ludzi poważnych nie potrafi być poważnymi bez nadęcia. On potrafił być poważny bez patosu.
A przecież był także wspaniałym poetą. Wrażliwym i uważnym. Kto widział go po raz pierwszy – profesora filozofii, analityka mediów, krytyka literackiego – nie spodziewał się, że pod tą powierzchnią kryje się tak subtelna tkanka. Jego poezja była jak cichy strumień płynący pod kamieniami dyskursu. Przed każdą nową książką przysyłał mi maszynopisy. „Rzuć okiem” – pisał. Jakby to było coś nieistotnego. Jakby nie chodziło o jego najintymniejsze zapisy. Czytałem te wiersze z poczuciem, że dotykam czegoś delikatnego. Że powierzono mi tajemnicę.
Był pracusiem. W „Gazecie Kulturalnej” był stałym współpracownikiem prawie dwadzieścia lat. Zrecenzował ponad dwieście książek. Zawsze miał zapas tekstów. Kiedy inni narzekali na brak czasu, on po prostu pisał. Rzetelnie. Uważnie. Z szacunkiem dla autora i czytelnika. Należał do tych krytyków, którzy nie szukają efektownych bon motów kosztem prawdy. Jeśli krytykował – to z argumentem. Jeśli chwalił – to bez taniej egzaltacji.
Czasem myślę, że był człowiekiem trochę nie z tego świata. Nie dlatego, że był oderwany od rzeczywistości. Przeciwnie – widział ją aż nazbyt wyraźnie. Ale miał w sobie jakiś rodzaj wewnętrznej wolności, która nie pozwalała mu całkowicie wrosnąć w mechanizmy tego świata. Nie dawał się do końca oswoić instytucjom, środowiskom, modom. Był obecny, a zarazem osobny. Jakby stał krok obok, patrząc z uśmiechem i lekkim zdumieniem na to, co inni biorą śmiertelnie poważnie.
Takich ludzi jest coraz mniej.
Dziś, kiedy myślę o nim, wracają obrazy: spacer po Starym Sączu, rozmowa przy stoliku w krakowskiej kawiarni, telefon z zaproszeniem, najpierw koperta z maszynopisem, potem mail, jego charakterystyczny śmiech. Wraca też cisza. Ta, która zapada po wiadomości o śmierci. Cisza, w której człowiek próbuje zrozumieć, że już nie będzie kolejnego spotkania.
A jednak jest coś, co zostaje. Jego słowa. Jego wiersze. Jego recenzje. Jego studenci, którym przekazywał nie tylko wiedzę, ale sposób myślenia. Jego przyjaciele, którzy noszą w sobie fragment jego spojrzenia na świat. Jego ukochana Ziemia Sądecka, która pamięta jego kroki.
Ignacy wrastał w światło. Tak chcę o nim myśleć. Nie jako o kimś, kto odszedł w ciemność, lecz jako o kimś, kto przeszedł w inną formę obecności. Może teraz spaceruje po swoich rodzinnych ścieżkach w jakimś wymiarze, do którego nie mamy dostępu. Może prowadzi kolejną rozmowę – tym razem już bez ograniczeń czasu.
Dla mnie pozostanie przede wszystkim przyjacielem. Nie tylko profesorem, nie tylko poetą, nie tylko krytykiem. Przyjacielem, z którym można było milczeć i mówić, śmiać się i spierać, planować i wspominać. Przyjacielem, który potrafił powiedzieć: „Przyjeżdżaj częściej, pogadamy” – i w tych prostych słowach zawrzeć całą filozofię bliskości.
Ignacy, jeśli gdzieś jesteś i słyszysz te słowa – dziękuję. Za rozmowy. Za śmiech. Za zaufanie. Za wiersze, które mi powierzałeś. Za to, że byłeś.
Twoje odejście zostawia pustkę, której nie da się wypełnić. Ale zostawia też światło, które będzie świecić długo. W pamięci. W słowie. W przyjaźni, która nie kończy się wraz z ostatnim oddechem.
Do zobaczenia, Przyjacielu.