Spotkanie autorskie Aldony Borowicz, Klub Dziennikarzy Pod Gruszką, 9 czerwca, godz. 17.00

10 maj


Foto: Grażyna Potoczek


SZCZERE ROZMOWY Z ALDONĄ BOROWICZ
Bohaterką spotkania literackiego „Moje powroty do Wiecznego Lasu” była zaproszona przez Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich Aldona Borowicz – autorka trzech tomików poezji oraz licznych esejów i prac krytycznych o twórczości takich poetek jak Sylvia Plath, Marina Cwietajewa, Anna Świrszczyńska czy Halina Poświatowska. Laureatka wielu konkursów literackich, w swej twórczości nawiązująca do szeroko rozumianej kultury europejskiej a także do filozofii Wschodu. Jej wiersze tłumaczono na język angielski, białoruski, czeski, litewski, rosyjski i słowacki.
Prowadząca to spotkanie Anna Pituch-Noworolska skupiła swoją uwagę na wierszach z tomu „Cienie na rozwietrze”, gdzie autorka odnosi się do konkretnych osób i zdarzeń, pisząc o swojej ulubionej wokalistce Elli Fitzgerald czy bułgarskiej jasnowidzce Babie Wandze, której przepowiednie były na tyle interesujące, że stały się również nową inspiracją.
Przeczytano kilka wierszy, a dwa z nich – „Chwila” i „Dałeś mi zbyt wiele wyobraźni” posłużyły jako temat do dyskusji o prawdzie i fałszu w odbiorze rzeczywistości.
Pytanie o preferowane przez Autorkę formy wiersza poprzedziła rozmowa na temat dwóch tendencji dominujących u piszących – do opowiadania z jednej strony a z drugiej strony do surowego, oszczędnego skrótu myśli. Dla Aldony Borowicz zatrzymanie krótkiej chwili, gdzie nie ma miejsca na refleksję, powoduje że wiersz ma charakter impresyjny. Przykładowo drzewo obsypane bielą kwiatów jest dla poetki symbolem japońskiego całunu pośmiertnego lub welonu utkanego z białych różyczek. Wiersz długi, natomiast powinien mieć kilkanaście zwrotek. Autorka wyznała, że była prekursorką długiej frazy, która nie mieściła się na stronie pionowo i była drukowana poprzecznie, jak w debiutanckim tomiku „A ta radość pierwsza”. Przyznała, że nie zastanawiała się, czy woli krótkie czy długie wiersze i skwitowała pytanie żartem – gdyby pisała w czasach komunistycznych, zapewne byłyby to wiersze długie, ponieważ płacono wtedy za każdą linijkę.
Aldona Borowicz jako wieloletnia Prezes Warszawskiego Oddziału ZLP (od 2023 roku Prezes Honorowa) została poproszona o uwagi na temat aktywności młodych autorów, których jak się okazuje, nie interesuje przynależność do stowarzyszeń twórczych, niczego im przecież nie oferujących. Młodzi twórcy obecnie funkcjonują w małych grupach, na portalach literackich, gdzie odbywają się nawet (niekoniecznie profesjonalne według autorki) lekcje pisania. Język poetycki tych utworów nie jest bogaty, a tomiki podobne do siebie. Nie ma w nich pojęcia autorefleksji. Z tych dywagacji wynika, że trudno jest znaleźć debiut literacki, który jest przemyślany, z dużą emocjonalnością i własnym zdaniem.
Anna Pituch-Noworolska dodała, że otwarty rynek publikacji internetowych ma duży wpływ na obraz współczesnej literatury. Do czytelnika często trafia utwór bez działań i uwag redaktorskich, bez selekcji.
W ostatniej części spotkania padło pytanie z kategorii osobistych. Wieloletnim partnerem Aldony Borowicz był Andrzej Tchórzewski – filozof, socjolog, poliglota i poeta. Bohaterka wieczoru opowiedziała rozmówczyni, że nie czytali sobie swoich wierszy, nie podbierali pomysłów. To był oddzielny świat tabu dwóch poetów. Ale pisali do siebie listy-wiersze: „Do A” i „A do A”, w których ewidentnie wybrzmiewa inna poetyka. Pani Aldona wydała poezje męża zebrane z okresu sześćdziesięciu lat jego twórczości a wkrótce ukaże się druga książka z esejami Andrzeja Tchórzewskiego.
Po przeczytaniu kolejnej porcji wierszy („Nie pytaj o jutro”, „Przebudzenie”, „Bezsenność”, „Do trzech razy sztuka”) na zakończenie wieczoru autorka stwierdziła, że nie jest mieszczuchem tylko dzieckiem z lasu, który to las uwielbia i którego nauczyła się przy płomieniu lampy naftowej. To szczere wyznanie Aldony Borowicz usłyszeli uczestnicy bardzo ciekawego spotkania autorskiego w dniu 9 czerwca w Sali Baltazara Fontany Klubu Dziennikarzy” Pod Gruszką” i internauci zgromadzeni przed monitorami.
Grażyna Potoczek