Promocja książki Roberta Marcinkowskiego „NOTATKI Z TYSIĄCLECIA. CZĘŚĆ I”; Klub Dziennikarzy Pod Gruszką, 24 marca, godz. 18.00

26 lut


Foto: Maria Leżańska


WIECZÓR Z NIEKONWENCJONALNĄ KSIĄŻKĄ
Zawsze fascynowały mnie teksty Roberta Marcinkowskiego, czekałam więc na promocję jego nowej książki z ciekawością, a nawet z pewną niecierpliwością.
„Notatki z Tysiąclecia, część 1” zostały zaprezentowane w Klubie Dziennikarzy Pod Gruszką wieczorem 24 marca br. Spotkanie prowadziła prezes Krakowskiego Oddziału ZLP – Anna Pituch-Noworolska.
Robert Marcinkowski od czasów szkolnych prowadził rodzaj pamiętników. W promowanej książce zamieszczone zostały ilustrowane przez autora fragmenty tych zeszytów z lat 1985-1991.
Mówiąc o swoich notatkach z tych odległych czasów, autor twierdzi, iż: „Język zapisu, nawet wygładzony i uporządkowany edycyjnie, jest lekturą niełatwą w odbiorze, a co najmniej wymagającą, jako hybryda poezji, prozy, kalendarza-pamiętnika, oraz zbioru myśli rozproszonych.”.
To prawda, trzeba było się zatem mocno skupić, kiedy czytane były fragmenty zapisków opublikowanych w książce. Równocześnie z lekturą tekstów na ekranie wyświetlały się uzupełniające je ilustracje. Bardzo licznie zgromadzona publiczność, mimo zastrzeżeń autora odnośnie przystępności tekstów, najwyraźniej nie miała problemów z ich zrozumieniem, ponieważ żywo reagowała, czasem śmiechem, bo twórczość Roberta skrzy się humorem. Nieraz bywa sarkastyczna, jeśli temat budzi jego dezaprobatę. Krytyczne, ale takie „z przymrużeniem oka”, a więc nie utyskujące i gniewne spojrzenie na rzeczywistość jest dla niego typowe.
Interesująca też była rozmowa prowadzącej z autorem. Koleżanka chciała się dowiedzieć, czy jego zdaniem prowadzenie i drukowanie pamiętników ma obecnie sens, czy kogoś to jeszcze interesuje, czy ktoś te publikacje czyta. Autor stwierdził z humorem i typowym dla niego dystansem do siebie, iż „jego nie” (nikt go nie czyta). Dodał też, że osobiście nie przyciągają, go wspomnienia innych, szczególnie te, które są zapisem wszystkich kolejnych czynności wykonanych w danym dniu. Do swojej książki wybrał „te fragmenty pamiętników, które mają przynajmniej śladowy cień zrozumiałości”.
Często rozmowa toczyła się wokół konkretnych wydarzeń i zagadnień. Czasy PRL-u i licznie występujące wtedy problemy i negatywne zjawiska ukazywały się słuchaczom w nieco krzywym zwierciadle, ponieważ autor nie narzekał, nie rozdzierał szat, lecz opowiadał o nich w tonie lekko kpiącym, co ujawniało jego krytyczny stosunek do danej sprawy, ale brzmiało komicznie. Słuchacze nie kręcili więc głowami z dezaprobatą i oburzeniem nad „dawnymi mrocznymi czasami”, lecz reagowali śmiechem.
Ciekawostką były zapiski pierwszych kontaktów z małym dzieckiem od zrozumiałych monosylab do komunikacji już werbalnej. Wiadomo, że dzieci są doskonałe w słowotwórstwie, a intuicyjnie tworzone przez nie wyrazy są po prostu niezwykłe. Publiczności bardzo się one podobały.
Długo by pisać o tym fascynującym spotkaniu… Zakończę jednak, usilnie namawiając wszystkich, którzy rzucą na ten tekst okiem, aby koniecznie zdobyli „Notatki z Tysiąclecia, część 1” i wnikliwie się z nimi zapoznali. Zaręczam, że będzie to intrygująca lektura!
Danuta Sułkowska